Muzyka Rozmowy Skubas,Firmament,
Wys�ano dnia 11-12-2012 o godz. 18:53:17 przez rafa 53423
Wys�ano dnia 11-12-2012 o godz. 18:53:17 przez rafa 53423
Ludzie, którzy lubią popłynąć trochę w przestrzeni dźwięków i posłuchać prostych, dobrych piosenek, nie będą zawiedzeni – na koncert drugiego dnia Festiwalu Firmament zaprasza twórca „Wilczegołyka” Skubas. |
![]() |
Czy obawiasz się psychofanek – jak na Twoim fanpage’u na Facebooku podpisała się jedna z, mam nadzieję, sympatyczek.
– Na razie jeszcze nie muszę oganiać się kijem. Jak dotąd, spotykam się z samymi miłymi objawami popularności.
„Wilczełyko”, Twoja debiutancka płyta, spotkała się z dużym uznaniem, nie tylko słuchaczy, ale i krytyków muzycznych. Musisz być bardzo dumny?
– Tak to jest – jak coś robisz i cię chwalą, to się cieszysz, jak nie chwalą, to czasem płaczesz... Więc na razie nie mam okazji do płaczu, aczkolwiek nie byłem przygotowany na tak dobre recenzje. To oczywiście jest bardzo miłe, ale czy byłoby o wiele gorzej, gdyby recenzje były mniej entuzjastyczne? Chyba byłem przygotowany także na krytykę. Oczywiście, jestem dumny z tej płyty. Parę razy w życiu zdarzyło mi się być dumnym, a teraz jestem coraz częściej.
Uznaniem cieszą się też koncerty. Dużo osób zwraca uwagę na świetne, nieco ostrzejsze niż na płycie brzmienie na żywo.
– Płyta nie była nagrywana w warunkach zespołowych, poza wyjątkami. W większości jest nagrana na domowym komputerze. Koncerty, fakt, różnią się trochę od płyty, ale cieszę się, że mamy szansę zagrać trochę bardziej żywiołowo. Brzmienie na koncertach to przede wszystkim wynik relacji, jakie panują w zespole. To się przekłada na muzykę. Mam bardzo fajnych przyjaciół, z którymi nie tylko dobrze mi się pracuje, ale i bawi, co ludzie odbierają i czują.
Parę koncertów za Wami, ograliście się już trochę? Jak organizacja?
– Nie mamy bardzo egzotycznego instrumentarium, problemem jest tylko kontrabas – trzeba na niego uważać przy przewożeniu, nie jest też łatwy do nagłośnienia. W utworze „Idzie szarość” gościnnie śpiewa na płycie Julia Iwańska, która jeśli może, jeździ z nami na koncerty. „Rain song” z Kevem Foxem jest bonus trackiem, więc nie musimy go grać na każdym koncercie. Jest ok, mamy skompaktowany skład.
Na scenie bardziej się bawisz czy pracujesz?
– Przez ostatnie lata raczej pracowałem, ale mam wrażenie, że teraz jest czas na zabawę.
Przy okazji recenzji Twojej płyty pojawiasz się w kontekście innych twórców, najczęściej Noviki i Smolika, ale też Mor W.A., Emade...
– Novice zawdzięczam to, że jestem w Warszawie, i że zainteresował się mną Andrzej Smolik. To Novika w pewnym sensie rozpromowała mnie na początku mojej drogi. Na pierwszym koncercie, który z nią grałem, był Smolik. Gdyby nie to, pewnie nigdy byśmy nie współpracowali. Bardzo dużo zawdzięczam wszystkim tym, których spotkałem po drodze.

Jak to się stało, że Radek Skubaja stał się SQbassem a obecnie jest Skubasem?
– Pierwszy zapis był na potrzeby brzmień klubowych. Teraz pisownię zmieniłem, żeby trochę ułatwić życie ludziom, którzy będą słuchać moich piosenek. Uznałem, że fajnie będzie użyć polskiej pisowni, bo płyta jest raczej polska, no i zrobiłem to, żeby zaznaczyć początek nowego etapu.
A używasz w ogóle imienia?
– Używam, jak jestem w urzędzie albo jak mama woła mnie na obiad.
Wracając jeszcze do nazwiska, nie dość że wpada w ucho, daje wiele możliwości zapisu, to jeszcze ma niebagatelne dla artysty znaczenie – według słownika historyczno-etymologicznego nazwisk Polaków, Skubaja to „wyciągać, wyrywać”. Zatem na co Skubas wyrywa publiczność?
– To rewelacja dzisiejszego dnia, bardzo jestem rad z takiego newsa. Świetnie... Radek Wyrywacz... Na co wyrywam? Mam zespół przystojnych chłopaków... Może niektórym podobają się piosenki... Ale poważnie: zawsze robiłem proste melodie, na takich też się wychowałem. Lubię proste piosenki i wydaje mi się, że takie zawsze będą się w mojej twórczości pojawiać.
A może, przynajmniej w przypadku rzeszy fanek, sprawdza się stara prawda, którą wyśpiewała między innymi Karin Stanek: „Chłopak z gitarą byłby dla mnie parą...”
– Też prawda... Ale chyba jestem raczej kiepski w autopromocji, to dla mnie dosyć kłopotliwe. Oczywiście serdecznie zapraszam wszystkich na koncert. Może powiem tak: ludzie, którzy lubią popłynąć trochę w przestrzeni dźwięków i posłuchać prostych, dobrych piosenek, nie będą zawiedzeni.
Wygląda na to, że obok dobrej muzyki i wpadającego w ucho nazwiska, Twoim znakiem rozpoznawczym jest kaszkiet.
– Skoro nie mogę zmieniać fryzur... Bardzo lubię kaszkiety, ale ostatnio mam problem z ich zdobyciem, bo zlikwidowali sklep mojej ulubionej firmy.
Apelujemy o kaszkiety...
– Tak, możemy zrobić zbiórkę.
Wspominałeś, że płyta została nagrana w warunkach domowych. Jak powstawał materiał? Jak pracujesz?
– Jestem raczej spontaniczny, nie zasiadam do pracy, nie jestem systematyczny. Pomysłów mam aż za dużo, a wiadomo, że na płycie zmieści się 10-11 kawałków. Jeśli chodzi o inspiracje, to pomysły same przychodzą. Przy pracy nad własną płytą pojawiła się kwestia odpowiedzialności za to, co robię, stresu związanego z efektem końcowym. W końcu to mnie potem ludzie rozliczą...
Gdzie tu miejsce na stres. Przy tylu pochwałach, wygląda raczej na to, że życie Skubasa to raj.
– Tak. Mogę przyznać śmiało, że moje życie, w tej chwili, to raj.
Niektóre piosenki gracie tylko na koncertach. W sieci ludzie dopominają się głośno o utwór „Nie mam dla ciebie miłości”.
– Ta piosenka powstała po zamknięciu płyty. Mam plan, żeby ją umieścić na jakimś specjalnym wydaniu albo singlu. Albo w filmie czy serialu – to moje marzenie à propos tej piosenki. Najlepsze utwory, które nie weszły na pierwszą płytę, mają szansę wejść na drugą, choć obawiam się, że też może się to nie udać, bo chciałbym, żeby materiał na nową płytę był bardziej przemyślany i spójny. Ale przecież koncerty są doskonałym miejscem na te uwory. Żeby nie grać cały czas tego samego materiału. Ludzie lubią dostawać coś, czego jeszcze nie znają.
À propos planów dotyczących drugiej płyty, mówi się, że druga płyta jest wyzwaniem. Czy wybiegasz już na tyle w przyszłość?
– Tak, jest już prawie cały materiał. Chciałbym, żeby płyta ukazała się w następnym roku. Będzie to kontynuacja „Wilczegołyka”, aczkolwiek mam nadzieję, że może część utworów nie będzie wynikała ze złamanego seca, ale nie mogę obiecać sunshine reggae. Chciałbym poprawić niektóre kwestie brzmieniowe i dotyczące samej techniki nagrywania. Planuję tym razem pracę w studio, bardzo analogowym.
Na pierwszej płycie jest tekst Wojciecha Waglewskiego – do piosenki „Mgła”, słowa do „Linoskoczka”, promującego płytę, napisał Sławomir Młynarczyk. Czy na drugą płytę też zamierzasz zaprosić kogoś do pisania?
– Zobaczymy, pisanie to nie jest mój konik. Z pewnością będę eksplorował to, co się wydarzyło w moim życiu ostatnio i próbował to przelać na piosenki.
Skubas, właściwie Radosław Skubaja. Pochodzący z Lublina kompozytor, wokalista i muzyk. Dotychczas znany przede wszystkim z gościnnych udziałów w projektach klubowych, m.in. współpracy z Noviką, Andrzejem Smolikiem, Mattem Kovalskym Fiszem, Emade, Mor W.A. Związany z Kayaxem.
11 września zadebiutował albumem „Wilczełyko”, w którym łączy klimatyczne, akustyczne gitarowe brzmienia o lekko folkowym i grunge’owym charakterze. Na „Wilczymłyku” gra na basie, gitarze i zajmuje się produkcją. Za mastering całości odpowiada Smolik, za instrumenty perkusyjne – Emade.
– Na razie jeszcze nie muszę oganiać się kijem. Jak dotąd, spotykam się z samymi miłymi objawami popularności.
„Wilczełyko”, Twoja debiutancka płyta, spotkała się z dużym uznaniem, nie tylko słuchaczy, ale i krytyków muzycznych. Musisz być bardzo dumny?
– Tak to jest – jak coś robisz i cię chwalą, to się cieszysz, jak nie chwalą, to czasem płaczesz... Więc na razie nie mam okazji do płaczu, aczkolwiek nie byłem przygotowany na tak dobre recenzje. To oczywiście jest bardzo miłe, ale czy byłoby o wiele gorzej, gdyby recenzje były mniej entuzjastyczne? Chyba byłem przygotowany także na krytykę. Oczywiście, jestem dumny z tej płyty. Parę razy w życiu zdarzyło mi się być dumnym, a teraz jestem coraz częściej.
Uznaniem cieszą się też koncerty. Dużo osób zwraca uwagę na świetne, nieco ostrzejsze niż na płycie brzmienie na żywo.
– Płyta nie była nagrywana w warunkach zespołowych, poza wyjątkami. W większości jest nagrana na domowym komputerze. Koncerty, fakt, różnią się trochę od płyty, ale cieszę się, że mamy szansę zagrać trochę bardziej żywiołowo. Brzmienie na koncertach to przede wszystkim wynik relacji, jakie panują w zespole. To się przekłada na muzykę. Mam bardzo fajnych przyjaciół, z którymi nie tylko dobrze mi się pracuje, ale i bawi, co ludzie odbierają i czują.
Parę koncertów za Wami, ograliście się już trochę? Jak organizacja?
– Nie mamy bardzo egzotycznego instrumentarium, problemem jest tylko kontrabas – trzeba na niego uważać przy przewożeniu, nie jest też łatwy do nagłośnienia. W utworze „Idzie szarość” gościnnie śpiewa na płycie Julia Iwańska, która jeśli może, jeździ z nami na koncerty. „Rain song” z Kevem Foxem jest bonus trackiem, więc nie musimy go grać na każdym koncercie. Jest ok, mamy skompaktowany skład.
Na scenie bardziej się bawisz czy pracujesz?
– Przez ostatnie lata raczej pracowałem, ale mam wrażenie, że teraz jest czas na zabawę.
Przy okazji recenzji Twojej płyty pojawiasz się w kontekście innych twórców, najczęściej Noviki i Smolika, ale też Mor W.A., Emade...
– Novice zawdzięczam to, że jestem w Warszawie, i że zainteresował się mną Andrzej Smolik. To Novika w pewnym sensie rozpromowała mnie na początku mojej drogi. Na pierwszym koncercie, który z nią grałem, był Smolik. Gdyby nie to, pewnie nigdy byśmy nie współpracowali. Bardzo dużo zawdzięczam wszystkim tym, których spotkałem po drodze.

Jak to się stało, że Radek Skubaja stał się SQbassem a obecnie jest Skubasem?
– Pierwszy zapis był na potrzeby brzmień klubowych. Teraz pisownię zmieniłem, żeby trochę ułatwić życie ludziom, którzy będą słuchać moich piosenek. Uznałem, że fajnie będzie użyć polskiej pisowni, bo płyta jest raczej polska, no i zrobiłem to, żeby zaznaczyć początek nowego etapu.
A używasz w ogóle imienia?
– Używam, jak jestem w urzędzie albo jak mama woła mnie na obiad.
Wracając jeszcze do nazwiska, nie dość że wpada w ucho, daje wiele możliwości zapisu, to jeszcze ma niebagatelne dla artysty znaczenie – według słownika historyczno-etymologicznego nazwisk Polaków, Skubaja to „wyciągać, wyrywać”. Zatem na co Skubas wyrywa publiczność?
– To rewelacja dzisiejszego dnia, bardzo jestem rad z takiego newsa. Świetnie... Radek Wyrywacz... Na co wyrywam? Mam zespół przystojnych chłopaków... Może niektórym podobają się piosenki... Ale poważnie: zawsze robiłem proste melodie, na takich też się wychowałem. Lubię proste piosenki i wydaje mi się, że takie zawsze będą się w mojej twórczości pojawiać.
A może, przynajmniej w przypadku rzeszy fanek, sprawdza się stara prawda, którą wyśpiewała między innymi Karin Stanek: „Chłopak z gitarą byłby dla mnie parą...”
– Też prawda... Ale chyba jestem raczej kiepski w autopromocji, to dla mnie dosyć kłopotliwe. Oczywiście serdecznie zapraszam wszystkich na koncert. Może powiem tak: ludzie, którzy lubią popłynąć trochę w przestrzeni dźwięków i posłuchać prostych, dobrych piosenek, nie będą zawiedzeni.
Wygląda na to, że obok dobrej muzyki i wpadającego w ucho nazwiska, Twoim znakiem rozpoznawczym jest kaszkiet.
– Skoro nie mogę zmieniać fryzur... Bardzo lubię kaszkiety, ale ostatnio mam problem z ich zdobyciem, bo zlikwidowali sklep mojej ulubionej firmy.
Apelujemy o kaszkiety...
– Tak, możemy zrobić zbiórkę.
Wspominałeś, że płyta została nagrana w warunkach domowych. Jak powstawał materiał? Jak pracujesz?
– Jestem raczej spontaniczny, nie zasiadam do pracy, nie jestem systematyczny. Pomysłów mam aż za dużo, a wiadomo, że na płycie zmieści się 10-11 kawałków. Jeśli chodzi o inspiracje, to pomysły same przychodzą. Przy pracy nad własną płytą pojawiła się kwestia odpowiedzialności za to, co robię, stresu związanego z efektem końcowym. W końcu to mnie potem ludzie rozliczą...
Gdzie tu miejsce na stres. Przy tylu pochwałach, wygląda raczej na to, że życie Skubasa to raj.
– Tak. Mogę przyznać śmiało, że moje życie, w tej chwili, to raj.
Niektóre piosenki gracie tylko na koncertach. W sieci ludzie dopominają się głośno o utwór „Nie mam dla ciebie miłości”.
– Ta piosenka powstała po zamknięciu płyty. Mam plan, żeby ją umieścić na jakimś specjalnym wydaniu albo singlu. Albo w filmie czy serialu – to moje marzenie à propos tej piosenki. Najlepsze utwory, które nie weszły na pierwszą płytę, mają szansę wejść na drugą, choć obawiam się, że też może się to nie udać, bo chciałbym, żeby materiał na nową płytę był bardziej przemyślany i spójny. Ale przecież koncerty są doskonałym miejscem na te uwory. Żeby nie grać cały czas tego samego materiału. Ludzie lubią dostawać coś, czego jeszcze nie znają.
À propos planów dotyczących drugiej płyty, mówi się, że druga płyta jest wyzwaniem. Czy wybiegasz już na tyle w przyszłość?
– Tak, jest już prawie cały materiał. Chciałbym, żeby płyta ukazała się w następnym roku. Będzie to kontynuacja „Wilczegołyka”, aczkolwiek mam nadzieję, że może część utworów nie będzie wynikała ze złamanego seca, ale nie mogę obiecać sunshine reggae. Chciałbym poprawić niektóre kwestie brzmieniowe i dotyczące samej techniki nagrywania. Planuję tym razem pracę w studio, bardzo analogowym.
Na pierwszej płycie jest tekst Wojciecha Waglewskiego – do piosenki „Mgła”, słowa do „Linoskoczka”, promującego płytę, napisał Sławomir Młynarczyk. Czy na drugą płytę też zamierzasz zaprosić kogoś do pisania?
– Zobaczymy, pisanie to nie jest mój konik. Z pewnością będę eksplorował to, co się wydarzyło w moim życiu ostatnio i próbował to przelać na piosenki.
Skubas, właściwie Radosław Skubaja. Pochodzący z Lublina kompozytor, wokalista i muzyk. Dotychczas znany przede wszystkim z gościnnych udziałów w projektach klubowych, m.in. współpracy z Noviką, Andrzejem Smolikiem, Mattem Kovalskym Fiszem, Emade, Mor W.A. Związany z Kayaxem.
11 września zadebiutował albumem „Wilczełyko”, w którym łączy klimatyczne, akustyczne gitarowe brzmienia o lekko folkowym i grunge’owym charakterze. Na „Wilczymłyku” gra na basie, gitarze i zajmuje się produkcją. Za mastering całości odpowiada Smolik, za instrumenty perkusyjne – Emade.
Rozmawiała Weronika Mojecka, fot. Anna Tomczyńska
Warning: Missing argument 1 for OpenTable(), called in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/modules/News/article.php on line 228 and defined in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/themes/Wici/theme.php on line 267
Warning: Missing argument 2 for OpenTable(), called in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/modules/News/article.php on line 228 and defined in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/themes/Wici/theme.php on line 267
Warning: Missing argument 1 for OpenTable(), called in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/modules/News/article.php on line 246 and defined in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/themes/Wici/theme.php on line 267
Warning: Missing argument 2 for OpenTable(), called in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/modules/News/article.php on line 246 and defined in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/themes/Wici/theme.php on line 267
Warning: Missing argument 7 for DisplayTopic(), called in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/modules/News/comments.php on line 91 and defined in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/modules/News/comments.php on line 477
Warning: Missing argument 8 for DisplayTopic(), called in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/modules/News/comments.php on line 91 and defined in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/modules/News/comments.php on line 477
Warning: Missing argument 2 for OpenTable(), called in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/modules/News/comments.php on line 503 and defined in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/themes/Wici/theme.php on line 267
Komentarze |